Momentami mam ochotę zrobić krzywdę Kamilowi. I właśnie teraz jest jeden z tych wielkich momentów... Miał dać mi dziś odpowiedź czy jedzie z nami do SLO, ale odpowiedzi jak i jego samego ani słychu ani dychu... It is killing me softly....!
A wyjazd już w sobotę, czyli pozostało kilka dni... Szybko ten czas minął, oby tam na miejscu na chwilę zatrzymał się.

Dziś zakupiłam lawendę, bo kocham jej zapach i przypomina mi Prowansję... Pola lawendowe mają w sobie coś... Coś magicznego.

Poza tym, ścięłam włosy i obecna fryzurka wymaga dziennego prostowania, heh. Bynajmniej jestem zadowolona i wciąż zadaję sobie pytanie dlaczego nie zdecydowałam się a ten krok wcześniej ;)

Pozdrawiam was,
KaszJa


KOMENTARZE (2)

OK. Po kilkugodzinnych wojnach osiągnęliśmy kompromis. I co ważne – Kamil postanowił, że jedzie do SLO. Momentami traciłam już całą nadzieję, że pojedziemy... Najważniejsze, że wszystko ułożyło się. Wczoraj zakupiłam dla naszej trójki bileciki Katowice-Villach <3 Z Villach jakimś sposobem musimy dostać się do Ljubljany. Bynajmniej w niedzielę czeka nas co najmniej 10 godz podróży... Damy radę :)
Łukasz i Kamil przyjeżdżają do mnie w sobotę. Tatinek ucieszył się na tę wizytę i postanowił, że zrobimy sobie grill party :) Poza tym chcę Kamilowi choć troszkę pokazać mój Rybnik. Zobaczy co to znaczy mieszkać w mieście, a nie na takiej wsi jak Zakopane :P
Prezenty dla Anji, Szpeli, Mojcy, Jona i Jurija zakupione. Tato i Mama postanowili sprawić upominek rodzicom Anji, więc dla nich przesyłkę też mam. Teraz pytanie – czy ja się zapakuję...? Helloł!

Pozdrawiam was,
KaszJa


KOMENTARZE (2)

Że tak powiem – zapakować się nie potrafię... Już i tak wzięłam większą torbę... Oszaleć można, ale dam radę! A jak! Jutro w południe Łukasz i Kamil przyjeżdżają do mnie, wieczorkiem jakiegoś grilla sobie zrobimy, a potem to już wcześnie do łóżek trzeba się położyć. Już o 6:30 mamy pociąg do Katowic, a z Katowic do Villach koło 9.... Życzcie nam szczęśliwej drogi, bo się nam przyda!

Abstrahując od Słowenii – wczoraj pewna Osoba zaskoczyła mnie jak nigdy :) Otóż muszę się pochwalić, iż moja droga Aguś przesłała mi swój megastyczny portret, który stoi na honorowym miejscu na biurku :) Kosiam :*

Pozdrawiam was,
KaszJa


KOMENTARZE (3)

Nie lubię tego stanu. Nie lubię tęsknoty. Najgorsze jest to, że większość moich Przyjaciół jest tam, jeszcze chwilę temu byłam z nimi, a teraz znów szara rzeczywistość. Ciężki taki przeskok.

Zastanawiałam się jak opisać cały ten wyjazd. Postaram się przedstawić wszystko chronologicznie, choć pewno wiele rzeczy wyleci mi z głowy.

W sobotę koło 14:00 Kamil i Łukasz przybyli do Rybnika. Zjedliśmy obiad, a następnie wybraliśmy się na ostatnie zakupy. Wieczorem zrobiliśmy sobie grilla :) W niedzielę musieliśmy dość wcześnie wstać i wybrać się do Katowic pociągiem o 6:26. W Katowicach ponad godzinę czekaliśmy na intercity do Villach. Podróż dość szybko nam minęła. Było dużo śmiechów i schizów, w szczególności pod koniec podroży. Do Villach dojechaliśmy koło godz. 19:00. Podeszliśmy pod kasę, żeby zakupić bilety do Ljubljany i ku mojemu zdziwieniu na stacji zobaczyłam Anję Kuhar, a zaraz potem Anję Tepes! Dziewczyny zrobiły nam niespodziankę i przyjechały po nas <3 Anja K. powiedziała, że na trasie Villach – Lj są prowadzone remonty dlatego są podstawiane busy. Czekaliśmy przed dworcem na owy bus, jednak dość długo to trwało... Anja K. poszła do okienka zapytać się co jest grane, jednak chwilę potem wylatuje po nas i woła 'vlak' (pociąg)! Pobiegliśmy szybko na peron, ale zobaczyliśmy zaledwie dupę pociągu... Dziewczyny szybko zaczęły za nim biec i krzyczeć z całych sił, aby się zatrzymał. Muszę nadmienić, iż to był ostatni pociąg do Lj... Na szczęście zatrzymał się! Postanowiliśmy, że wysiądziemy w Kranj skąd odbierze nas Jurij. Jurij czekał już na nas na dworcu. Po 20min szalonej jazdy dojechaliśmy do Staneżić, gdzie mieszka Anja :) Posiedzieliśmy chwilę i pogadaliśmy po czym wybraliśmy się spać. W poniedziałek z rana postanowiliśmy ruszyć w teren :) Poszliśmy na Śmarną Gorę, skąd był przepiękny widok na całe miasto i okolicę! Naprawdę polecam. Spod Gory odebrał nas Jurij i zawiózł nas do domu. Zjedliśmy obiad po czym pojechaliśmy do centrum z Anją na egzamin, który oczywiście zdała :) Na godz 17:00 wstawiliśmy się na skoczni w Lj. Chwilę po nas dojechał Primoż Rychly, a potem Jurij i Luka. Primoż bardzo ucieszył się na mój widok i miał jak zawsze mln pytań :) Oznajmił mi, iż Primoż Pikl jest po ciężkiej operacji (co bardzo mnie zasmuciło), ale niebawem wróci do skakania. Trening był bardzo fajny i dość specyficzny – skoki z piłką, obroty w locie itp. Po treningu Jurij zabrał nas do sklepu, a później zawiózł do domu. We wtorek Anja z rana pojechała na jazdy a ja z chłopakami zostałam w domu. Koło południa pojechaliśmy zwiedzać miasto i zamek. Nie wiem dlaczego, ale wg mnie Ljubljana ma włoski klimat <3 Wieczorem poszliśmy pograć w mini golfa co bardzo nam się spodobało i nawet deszcz nie przerwał nam gry. Do domu wróciliśmy kompletnie mokrzy! W środę rano odwiedził nas Primoż R. i zdziwił się, że tak grzecznie siedzimy w domu :P Koło południa wybraliśmy się na go carty, co bardzo spodobało się chłopakom. Później zjedliśmy obiad w meksykańskiej restauracji i pojechaliśmy z Anją na egzamin, który także zdała :) Na miejscu spotkałam wielu znajomych skoczków, ale nie nawiązywałam z nimi żadnych rozmów, jedynie przywitałam się z Rokiem Zimą. Po egzaminie skoczkowie podwieźli nas busikiem na bowling. Choć to była straszna podróż, myślałam, że nie wyjdziemy z niej żywi ;P Po kręglach poszliśmy pograć w bilard, a potem do domciu.

Kolejne dni opiszę może jutro lub kiedyś tam. Nie mam teraz siły. Baj :*

Pozdrawiam was,
KaszJa




KOMENTARZE (5)

W czwartek koło południa umówiliśmy się ze Szpelą i razem pojechaliśmy do centrum handlowego. Pierw Szpelchi wymieniła w NY spodnie, a potem poszliśmy zjeść coś słodkiego i pogadać ;) Niestety Szpela nie miała zbytnio dużo czasu i musiała wcześnie wrócić do domu, my zrobiliśmy to samo. Pogoda troszkę pokrzyżowana nasze plany, dlatego spędziliśmy kilka godzin w domu i przeszkadzaliśmy Jurijowi i jego dziewczynie. Pod wieczór przyjechał po nas kolega Anji – Urban – i pojechaliśmy nad jeziorko. Strasznie polubiłam Urbana, kapitalny gościu :) Uśmialiśmy się co niemiara! I tak oto minął nam kolejny dzień... W piątek z rana wpadły do nas Anja K. i Klara. Na początku postanowiliśmy odwiedzić zoo :) Uczyliśmy się wzajemnie polskich i słoweńskich nazw zwierząt, co dostarczyło nam wiele radości. Anja K. upiekła dla nas wspaniałe babeczki, więc było wszystko co dobre i piękne! Z zoo wybraliśmy się przez park narodowy na skocznie do Mostecu. Anja jako Pani Trener opiekowała się swoimi podopiecznymi, a my pomagaliśmy jej. Słoweńskie skaczące dzieciaki są jeszcze bardziej słodkie niż polskie. Na miejscu spotkaliśmy czeskie Skakajki i Jarka Sakalę :) Pod wieczór wróciliśmy do domu. Do godz. 23:00 (czyli godz. wyjazdu z domu Anji) panowała grobowa atmosfera.... Wystarczyła jedna smętna piosenka, która rozbiła mnie kompletnie. Postanowiłam samotnie spędzić kilka chwil na balkonie. Ze łzami w oczach po raz ostatni patrzałam na okolicę... Jedne z najgorszych chwil w moim życiu... Nie potrafiłam wyobrazić sobie rozstania i wyjazdu. O 23:00 Babcia Anji zawiozła nas na dworzec skąd mieliśmy pociąg do Villach. Rozstanie było szybkie ze względu na nasze ponure nastroje... Do Villach dojechaliśmy koło 1:30 w nocy i musieliśmy spędzić tam noc. Czuwanie do godz 9:13 nie było najgorszą sprawą, jednak odliczaliśmy bez przerwy godziny do otwarcia pierwszego sklepu w Villach. Troszkę pozwiedzaliśmy miasto po czym wsiedliśmy do pociągu i wróciliśmy do kraju... Tak oto wszystko się zakończyło. Kolejny zamknięty rozdział życia.

W weekend wyruszam znów do Austrii, tym razem do Grazu. Krótki wypad, ale mam nadzieję, że będzie co opisywać :) Zresztą w Austrii zawsze jest co podziwiać. Tak więc odezwę się do was po powrocie. Póki co idę dalej cierpieć w swojej samotności...

Pozdrawiam was,
KaszJa




KOMENTARZE (1)

Jeśli chodzi o weekendowy Graz to wyjazd jak najbardziej udany. Mieliśmy świetne miejscówki noclegowe - można było naprawdę wypocząć. Poza tym pozwiedzałam z siostrą miasto, które naprawdę robi wrażenie. Prymicje także wyjątkowe i moim zdaniem ciekawe. Myślę, że jak będzie okazja w najbliższym czasie to wybiorę się ponownie do Grazu. Jest co zwiedzać, jest jak spędzić czas - po prostu pozytywnie. Polecam! Choć te wszystkie chwile mimo wszystko nie zabiły tęsknoty do Słowenii... Wciąż moje myśli uciekają w kierunku tamtego wyjazdu... heh.

Plany na najbliższy czas to środowy wypad do kina z siostrą na 'Zaćmienie', zaś w sobotę wyruszam do Kassel (GER) na tydzień. Szczerze mówiąc mam dość tych wyjazdów, wszystko odbywa się w zbyt krótkim czasie... Potrzebuję odpocząć, a nie ma kiedy.

Poza tym, Rafał został Tatusiem - nie pozostało mi nic jak mu pogratulować :) Powodzenia Stary!

Pozdrawiam was,
KaszJa


KOMENTARZE (0)



























"...w życiu piękne są tylko chwile, ale dla tych chwil warto żyć..."


2018

czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec


BIOGRAFIA
>>>



Szablon by anninko i OLNY for KašJa! Tylko coś dotknij a Ci paluszki pourywam!
Chcesz taki to se zamów tu. Amen.