W czwartek koło południa umówiliśmy się ze Szpelą i razem pojechaliśmy do centrum handlowego. Pierw Szpelchi wymieniła w NY spodnie, a potem poszliśmy zjeść coś słodkiego i pogadać ;) Niestety Szpela nie miała zbytnio dużo czasu i musiała wcześnie wrócić do domu, my zrobiliśmy to samo. Pogoda troszkę pokrzyżowana nasze plany, dlatego spędziliśmy kilka godzin w domu i przeszkadzaliśmy Jurijowi i jego dziewczynie. Pod wieczór przyjechał po nas kolega Anji – Urban – i pojechaliśmy nad jeziorko. Strasznie polubiłam Urbana, kapitalny gościu :) Uśmialiśmy się co niemiara! I tak oto minął nam kolejny dzień... W piątek z rana wpadły do nas Anja K. i Klara. Na początku postanowiliśmy odwiedzić zoo :) Uczyliśmy się wzajemnie polskich i słoweńskich nazw zwierząt, co dostarczyło nam wiele radości. Anja K. upiekła dla nas wspaniałe babeczki, więc było wszystko co dobre i piękne! Z zoo wybraliśmy się przez park narodowy na skocznie do Mostecu. Anja jako Pani Trener opiekowała się swoimi podopiecznymi, a my pomagaliśmy jej. Słoweńskie skaczące dzieciaki są jeszcze bardziej słodkie niż polskie. Na miejscu spotkaliśmy czeskie Skakajki i Jarka Sakalę :) Pod wieczór wróciliśmy do domu. Do godz. 23:00 (czyli godz. wyjazdu z domu Anji) panowała grobowa atmosfera.... Wystarczyła jedna smętna piosenka, która rozbiła mnie kompletnie. Postanowiłam samotnie spędzić kilka chwil na balkonie. Ze łzami w oczach po raz ostatni patrzałam na okolicę... Jedne z najgorszych chwil w moim życiu... Nie potrafiłam wyobrazić sobie rozstania i wyjazdu. O 23:00 Babcia Anji zawiozła nas na dworzec skąd mieliśmy pociąg do Villach. Rozstanie było szybkie ze względu na nasze ponure nastroje... Do Villach dojechaliśmy koło 1:30 w nocy i musieliśmy spędzić tam noc. Czuwanie do godz 9:13 nie było najgorszą sprawą, jednak odliczaliśmy bez przerwy godziny do otwarcia pierwszego sklepu w Villach. Troszkę pozwiedzaliśmy miasto po czym wsiedliśmy do pociągu i wróciliśmy do kraju... Tak oto wszystko się zakończyło. Kolejny zamknięty rozdział życia.

W weekend wyruszam znów do Austrii, tym razem do Grazu. Krótki wypad, ale mam nadzieję, że będzie co opisywać :) Zresztą w Austrii zawsze jest co podziwiać. Tak więc odezwę się do was po powrocie. Póki co idę dalej cierpieć w swojej samotności...

Pozdrawiam was,
KaszJa






Ownlog
24.06.2010, 14:59 :: 83.29.157.13

Ver

ale ślicznie :**
zazdroszczę